Stephen King po ciekawym elektronicznym rozpoczęciu sezonu 2011 na pisanie oraz zbiorze czterech opowiadań pod znakomitym tytułem – Czarna bezgwiezdna noc pokazał nam powieść, która nie jest horrorem, choć wiele elementów wywołujących strach i dreszcze zawiera. Proszę Państwa – przedstawiam Dallas 63.
Wielu fanów pozostaje zapewne zawiedzionych, że nie ma w tej księdze (liczącej bez mała ponad 800 stron) strzyg, upiorów i innych wampirów – Boogeyman z Main udowodnił, że potrafi pisać, a jego rzemiosło jest wysokiej klasy, która pozwala mu zarabiać miliony dolarów. King straszy nas zmianami czasowego kontinuum, chorobami wywołanymi paleniem papierosów oraz nadużywaniem alkoholu. Jake – właściciel baru, w którym znajdują się magiczne schodki do przeszłości umiera na raka. Motyw, który pojawia się w innych utworach Kinga (patrz chociażby Riding the bullet) przeraża, gdy przeczytamy o ciągłym kaszlu, morzu wyplutej przez Ala krwi oraz finale jego nieszczęśliwego (i samotnego życia). Samobójstwo popełnia odkrywca króliczej nory bo nie mógł czekać – za bardzo bolało.(Stephen King, Dallas 63, Prószyński i s-ka, Warszawa 2011, 249.)
Grubi również nie mają szans na śmierć piękną, patetyczną i chrześcijańską, o czym świadczy przykład Billa Turcotte’a: Znów pocierał się po całym ciele, chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jego ręka wędrowała z brzucha na pierś, z piersi na gardło i z powrotem na pierś (…) Choć Joe początkowo postawił złą diagnozę węsząc u celującego w niego jegomościa grypę żołądkową z czasem skapnął się, że jest to zawał. Choć zwracam uwagę, że jest to rzemiosło, a nie przyciągające do Kinga talent do opowiadania historii z dreszczykiem w stylu TO.
Zresztą ta powieść pojawia się w Dallas 63. Jake Epping pojawia się w Derry w czasie, gdy dzieją się tam rzeczy straszne.
Jaką historię dostajemy tym razem od Kinga? Mamy więc Jake’a Eppinga, który jest trzydziestopięcioletnim nauczycielem angielskiego w szkole Lisbon Falls w stanie Maine, który dorabia, prowadząc kursy przygotowawcze do matury zaocznej dla dorosłych.
Od jednego ze swoich uczniów, Harry’ego Dunninga, dostaje wstrząsającą opowieść w pierwszej osobie o tym, jak w noc Halloween przed pięćdziesięciu laty ojciec Harry’ego zatłukł na śmierć jego matkę i braci, a siostrę pobił tak bardzo, że nigdy nie odzyskała przytomności. Od tego wszystko się zaczyna… Przywołajmy opowiadanie, a właściwie wprowadzający fragment, starego studenta, które nie tyle spowodowało podróże w czasie, co jednak pchnęła Jake’a Eppinga do zmiany przeszłości: To nie był dzień, tylko noc. Noc, która odmieniła moje życie, to była noc, kiedy ojciec zabił mamę moją i dwóch braci, a mnie pobił. Moją siostrę też pobił, tak bardzo, że była w śpiączce. Trzy lata się nie budziła i w końcu umarła. Na imię jej było Ellen i bardzo ją kochałem. Lubiła zrywać kwiatki i wkładać je w wazony3. Ojciec dokonuje masakry młotem pod wpływem dużej dawki alkoholu. Wcześniej znany był z tego, że gdy wypije sobie za dużo staje się agresywny – chodziły nawet uzasadnione słuchy, że pierwszą żonę zamordował równie skutecznie.
Więc nasz opuszczony przez żonę – alkoholiczkę bohater powiada, że po przeczytaniu opowieści woźnego płakał. Dlatego płakałem. Niedługo, ale były to prawdziwe łzy, płynące prosto z serca. W głębi korytarza słyszałem, jak orkiestra szkolna zaczyna grać pieśń zwycięstwa (…)
W tej podniosłej atmosferze King ustami bohatera zastanawia się, czy prozę można oceniać używając szkolnego systemu. Wykreśliłem nad jego pracą wielkie czerwone 5. Patrzyłem na nie dłuższą chwilę, po czym dodałem wielki czerwony plus. Dlatego, że praca była dobra, i dlatego, że jego ból wywołał emocjonalną reakcję we mnie, jego czytelniku. A czy nie to właśnie powinna robić proza godna piątki z plusem? Wywoływać reakcję?
Wkrótce potem przyjaciel Jake’a, Al, właściciel lokalnego baru, zdradza mu tajemnicę: jego spiżarnia jest portalem do roku 1958. Jake jako George Amberson ratuje (a właściwie stara się uratować Harry’ego i jego rodzinę).
Al jako wielki fan Kennedy’ego powierza Jake’owi jeszcze trudniejszą misję. Pragnie, aby ten ocalił prezydenta przed zamachem. Jake zaczyna swoje nowe życie jako George Amberson, życie w świecie Elvisa i JFK, amerykańskich krążowników szos i wczesnego rock and rolla, gniewnego samotnika nazwiskiem Lee Harvey Oswalda i Sadie Dunhill, pięknej szkolnej bibliotekarki, która zostaje miłością życia Jake’a (jeden z lepszych motywów miłosnych ostatnich lat) – życia wbrew wszelkim normalnym regułom czasu.
Czy jednak podróże w czasie są możliwe? Oddajmy głos specjalistom, którzy szczerze w to wątpią. Jak uzasadniają niemożność realizacji takiej wyprawy w przeszłość abstrahując od technicznych możliwości? Jeżeli cofnąłbyś się w czasie i zabił swojego dziadka, to nie mógłbyś się urodzić, a w związku z tym nie mógłbyś się też cofnąć w czasie i….go zabić.
Nauka jednak idzie do przodu i już pojawiają się teorie, które pozwalają na takie podróże. W artykule “The quantum mechanics of time travel through post-selected teleportation” profesor Lloyd udowadnia, że można ominąć problem dziadka głosząc teorię postselekcji.
Najprościej ujmując, postselekcja to pomysł, by zamiast rozwiązywać wszelkie możliwe kombinacje po kolei, należy je sprawdzać jednocześnie i znaleźć taki zestaw zmiennych, który rozwiąże problem. Potrzebna do tego jest też teleportacja kwantowa (wykorzystująca kwantowe splątanie w celu reprodukcji stanu kwantowego w przestrzeni, która wcześniej istniała do innego punktu w przestrzeni.) Według naukowca z MIT taka teleportacja cząsteczki w czasie jest teoretycznie możliwa (Mariusz Koryszewski w: http://technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,8167216,Koniec_z_paradoksem_dziadka___podroze_w_czasie_jednak.html [dostęp online 13 listopada 2011]).
W 2008 roku media donosiły o tym, że Uniwersytet w Aberdeen w Anglii prowadzi eksperymenty mające na celu poznanie sekretów podróży w czasie. Doktor Charles Wang będzie badał mikroskopijny ruch atomów, który może być spowodowany przez ruch obrotowy Ziemi. “Jest to bardzo interesująca możliwość, która nie może być całkowicie rządzona prawami fizyki”, powiedział dr Wang. Telewizyjne filmy “Doktor Who” i “Powrót do przyszłości” zapowiadały pojęcie podróży w czasie. Herbert George Wells napisał opowiadającą o tym “Maszynę czasu” – teraz doktor Wang pragnie tą maszynę urzeczywistnić. Jest on wykładowcą w College’u Nauk Fizycznych oraz członkiem aberdeeńskiego centrum stosowania badań nad dynamiką. Doktor Wang mówi, że czeka, aż Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) wystrzeli naukowego satelitę, który pomógłby mu w badaniach.
A jak wygląda sprawa techniki u Kinga? W posłowiu możemy przeczytać, że Joe Hill doradzał tacie w stworzeniu jak najlepszego obrazu podróży w czasie. Być może dlatego wydaje się on być dopracowany. Jake Epping oraz jego przyjaciel do przeszłości wchodzą przez spiżarnię, gdzie znajduje się ta królicza nora. Tak opisuje to to główny bohater: Odwróciłem się i wszedłem do spiżarni powoli, jak człowiek, który usiłuje znaleźć szczyt schodów przy zgaszonym świetle. Znalazłem go przy trzecim kroku8. Czy to lepszy sposób niż klasyczna maszyna Wellsa? Pierwsza książka Wellsa zaczyna się dosyć niewinnie – w domu Podróżnika w Czasie (tak narrator nazywa głównego bohatera) grupka angielskich dżentelmenów dyskutuje, popalając cygara i pijąc szampana, o możliwości przemieszczania się nie tylko w trzech wymiarach, ale także w czwartym – czasie. Podróżnik oznajmia, że skonstruował maszynę do podróży w czasie, co zostaje przyjęte sceptycznie. Narrator mówi wprost: “Nikt z nas wówczas nie wierzył w zupełności w machinę Podróżnika. Zbyt przekornym był on bowiem człowiekiem, by mu można było wierzyć”. Na kolejne spotkanie, tydzień później, Podróżnik spóźnia się, w końcu jednak przybywa, ale w bardzo kiepskim stanie, mówiąc zaskoczonym znajomym, że spędził osiem dni w świecie z roku 802 701. Potem snuje opowieści o tym, co przeżył tam i zobaczył (stanowią one większość książki), nie łudząc się, że zostaną uznane za prawdziwe: “Nie spodziewam się, że mi uwierzycie. Traktujcie to jako fantazję albo wizję przyszłości”. (Robert Ostaszewski w: http://wyborcza.pl/1,75517,2737443.html [dostęp online 14.11.2011])
Główny bohater książki Kinga znajduje się w roku 1958 dnia 15 października, w którym dzięki właścicielowi spiżarni nie jest do końca „goły”. Ma kartę ubezpieczenia na nazwisko Georga Ambersona. Właściciel spiżarni wręcza mu także Kartę Stałego Klienta Hertza, kartę paliwową Cities Service, karty płatnicze Diners Club i American Express. Amex była celuloidowa, Diners Club tekturowa10.
Dziwne są zasady, które kierują tymi podróżami przez spiżarnię. Pieniądze zabrane z teraźniejszości i wydane w przeszłości zawsze wracają. Zawsze wchodzimy w przeszłość w tym samym czasie. Ilość godzin teraz nie równa się ilości czasu spędzonego w przeszłości. W wypadku podróży paroletniej nie jest to nawet cała noc w XXI wieku.
Al kupował wiele razy to samo mięso w przeszłości by serwować je w teraźniejszości. Robił też wiele innych rzeczy, które doprowadziły strażnika króliczej nory do samobójstwa. Właśnie – bo podróże w czasie to także osoby, które wiedzą dobrze, że można się w czasie poruszać. Wiedzą też, czego nie należy robić11, by nie zakłócić całego układu czasoprzestrzennego. I nie mówię tu o udaremnieniu zamachu na JFK. Nawet wspominane zakupy u rzeźnika mocno zachwiały równowagą tamtego i współczesnego świata. Jak tłumaczy nam jeden ze strażników – są oni tacy jak inni ludzie, tyle, że z większą niż my ilością obowiązków. Bardzo ważnych obowiązków…
W ostatnich akapitach tekstu przywołuję rozmowę, jaką z Kingiem przeprowadzili redaktorzy pisma Wired. Tam autor Dallas 63 stara się nam wyjaśnić swój pomysł na podróżowanie w czasie. Pamiętajmy jednak, że to nie pierwsza opowieść autora Carrie, która porusza taki problem.
Langolierzy (lub jak kto woli Pożeracze czasu) stanowią przykład zdecydowanie lepszej i przekonującej opowieści, która bliska jest hipotezom współczesnej fantastyki. Rutynowy lot do Bostonu. Pełna liczba pasażerów, każdy jest zajęty sobą. Jedni rozmawiają, drudzy słuchają muzyki, a jeszcze inni po prostu śpią. Jest wśród nich niewidoma dziewczynka, która po przebudzeniu stwierdza, że jej ciotka, z którą leciała, nie jest przy niej obecna. Nikt nie odpowiada na jej wezwania, aż w końcu podnosi krzyk. Zbiega się kilku pasażerów i z ogromnym zdumieniem uświadamiają sobie, że wszyscy, poza nimi… zniknęli. To co po nich pozostało to mnóstwo zegarków, portfeli i innych rzeczy osobistych… Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jednym z “ocalałych” jest pilot Brian, któremu udaje się wylądować na pierwszym możliwym lotnisku. Okazuje się jednak, ku jeszcze większemu zdziwieniu pasażerów, że tutaj również wszyscy “wyparowali”. Co jest tego przyczyną, nikt nie potrafi powiedzieć, ale czują, że coś złego wisi w powietrzu…
W tej książce pisarz udowadnia wyraźnie, że podróż w czasie nie jest możliwa. Nie jest możliwe dallasowskie uratowanie prezydenta USA, ponieważ czas nie płynie jak rzeka. Czas w ujęciu Pożeraczy czasu to fala, której nikt i nic nie zatrzyma. Człowiek w tej koncepcji jest zawsze w czasie teraźniejszym – nigdy w przeszłym oraz przyszłym. Jest jest, a było zostało pożarte. Ciekawe? Oczywiście i zdecydowanie bardziej niż koncepcja pisarza z powieści 2011 roku.
Dallas 63 to na szczęście nie tylko problem podróży w czasie. To także niesamowicie piękna opowieść o miłości pomiędzy Georgem Ambersonem a Sadie. Miłości teraźniejszości i przeszłości, która nie może być nigdy ujawniona – trwa tam, by w finale wrócić i zostać przypomniana, ale tylko czytelnikom. Widać, że King nie wyszedł z formy jeśli chodzi o przedstawianie ckliwych tematów, które wielu pozwolą z uzasadnieniem uronić łzę.
O temat podróży w czasie zahaczyli także redaktorzy czasopisma Wired, którzy przepytywali amerykańskiego Boogey’mana z wiedzy o podróżach w czasie. Oto co powiedział:
Wired: Your main character is trying to alter the past, but everything gets in his way. He gets sick, his car won’t start, he gets beaten up.
Stephen King: There’s a kind of a rule that you’d express as a ratio: The more potential a given event has to change the future, the more difficult that event would be to change. If you wanted to go back and speak to somebody on a street corner so that they were five minutes late to an appointment—that might not be too hard. But if you wanted to stop the assassination of a president, that would be really difficult. The past would try to protect itself. My hero, Jake Epping, is befriended by a short-order cook who has a kind of a time bubble in the back of his diner. When you go through it, you always come out at the same time: two minutes before noon, on a day in September 1958. Originally the cook uses it to buy meat at ’50s prices for his restaurant and bring it back through. He always has to buy the same meat because he goes into the store at the same time, every time.
Wired: Sounds simple.
King: Well, it’s a little bit more complex than these people realize. When Al the cook tells Jake about how you can go back to 1958 and walk around and do whatever you want, Jake asks, “What if you went back and killed your own grandfather?”
Wired: The grandfather paradox.
King: Right. And Al looks at him with wide eyes and says, “Why the fuck would you want to do that?” So, in a way, we bypassed that whole idea completely. But by the end of the book, they find out that what they think is basically harmless is very harmful.
Wired: Sort of a butterfly effect thing?
King: The butterfly effect has a part in it, but my thought was that every time you go back and change something, you create an alternate timeline. There are these guardians who stand watch over all the time portals, because they understand that whenever you go back, you damage the time-space continuum. At the end Jake meets one of them, who tells him, “Every time you did this, you made the situation worse. And if you continue to do it, everything collapses.” To me that’s pretty horrible.
Wired: But every time Jake goes through the portal, everything is supposedly reset to how it was before.
King: The idea of the reset was one of the more interesting things about the book to me. You can get the idea from computers, where you can delete all this material and start over again and it never even leaves a mark. You just highlight everything, bop Delete, and it’s gone.
Wired: Well, on a computer you think it’s gone, but it’s actually not.
King: It’s like in the story. They think it’s a complete reset, but the guardian tells Jake that it really isn’t. It looked that way to you, but that stuff was still there.
Wired: If you ever came across a time-travel portal, would you go through it?
King: I guess the urge would be there, but no, I don’t think I would. I’d be afraid that the past really was a house of cards and that I might knock it down. I’d be scared.
Wired: And the further back you go, the more immediately dangerous it becomes—the more likely you are to be hounded by the villagers.
King: It’s another ratio: The further back you go, the more precautions you have to take. It would go right to the language—you’d have to be careful about the way you speak; the accents would be different. If you were to return to, say, 1858, you’d really have to prepare ahead of time.
Wired: How closely do you think people will analyze your time-travel mechanics?
King: As The Dark Tower series was concluding, physics grad students were theorizing online about wormholes and equations and all that. Plenty of buffs, some of whom read this magazine, will say, you screwed this up, you screwed that up. People make a hobby of that kind of thing.
Wired: Do you think you’ll work with time travel again?
King: No, this is it. Absolutely not. No, that’s done. It’s like Apollo Creed says, “Ain’t gonna be no rematch.” (Stephen King w: http://www.wired.com/magazine/2011/11/pl_printking/ [dostęp online 14 listopada 2011])
Jak widać sam King ma zastrzeżenia do swojej teorii – dobrze jednak, że temat został poruszony. I nie chodzi tu o prezydenta JFK, bo równie dobrze można by ratować każdą inną legendę Stanów Zjednoczonych. Ważna jest dyskusja, która powinna toczyć się w erze postępujących technologii, które, być może, takie podróże nam umożliwią. Choć nie da się ukryć, że pomimo wielu minusów, ten marsz postępu, kurwa go mać może wciągnąć bez reszty. A wtedy może nie być już tak zabawnie.
Autor: Tomasz Albecki – FSD Gdańsk